Felieton

"To prawdziwy fenomen - pisał Julian Klaczko, nie o zwolonie wszakże, ale o sielskiej a poczciwej Dziewczynie Lenartowicza - w czasach (dokończmy cytatu - JWG), które tylko wydają Promethidiony, Zwolon etinne androny." Padł tytuł Promethidiona, przytoczmy więc i z tego dwuczęściowego poematu wspaniały obraz poetycki, przypominający wywody Winckelmanna, a zarazem wiersze Rilkego i tak celnie przystający swoją treścią do całej pokruszonej poezji Norwida: Nikt tak nie pisał w ówczesnej poezji polskiej, nic też dziwnego, że ciemny a zadufany w sobie krytyk brał tę urzekającą nowość za... potworność! "Pomysły zamglone wyszukanymi, a jednak nietrafnymi wyrazami", "chaos pretensjonalnego, naciąganego humoryzmu", "gonienie za oryginalnością", "napu-szystość myśli, najczęściej rozbratanej z sensem", "rzeczy najzwyklejsze połamane w dziwaczne kulasy frazsów", "ubieganie się za ciemnością" - oto, co anonimowy krytyk krakowskiego "Czasu" (Siemieński) wyczytał z Promethidiona, konkludując w końcu, że "na te hieroglify myśli chyba drugi jaki Champollion się urodzi, jeśli rodzić się warto dla tak małej rzeczy...".

usługi księgowe warszawa phone card to albania diody Poetyka .